Pod etykietą „praw własności intelektualnej” różnorodność biologiczna poddawana jest niebezpiecznemu zjawisku prywatyzacji. Patentuje się rośliny, zwierzęta, geny i mniejsze części DNA.
Patenty to grawancje rządowe, które zapewniają wynalazcy wyłączne prawo
do używania, sprzedaży i produkcji danego wynalazku przez określony
przedział czasu. Patent jest zwykle przyznawany na okres dwudziestu lat.
Patenty
powinny dotyczyć tylko wynalazków, nie zaś odkryć. Żyjące obecnie
organizmy – rośliny, zwierzęta oraz ich geny nie są niczyim wynalazkiem
i z tego względu nie powinny podlegać patentowaniu i znajdować się pod
prywatną kontrolą.
Jednak na przestrzeni ostatnich lat urzędy
patentowe różnych krajów uprzemysłowionych wielokrotnie wprowadzały
patenty na rośliny, zwierzęta, a także geny i części ludzkiego
organizmu.
Opatentowanie genetycznie zmodyfikowanych organizmów
pozwala przemysłowi przejmować kontrolę nad organizmami żyjącymi oraz
ich materiałem genetycznym i wykorzystywać je do własnych celów,
sprzedając czy uniemożliwiając do nich dostęp rolnikom, hodowcom,
naukowcom i lekarzom. Przemyślnie skonstruowane umowy i opłaty za
nasiona wynikające z wprowadzonych patentów, pozbawiają rolników ich
wielopokoleniowego prawa do ponownych zasiewów i wymiany ziaren.
Częste,
bezpodstawne zastrzeżenia patentowe na DNA także powstrzymują naukowców
od badań w dziedzinach, które zostały zawłaszczone przez korporacje
dysponujące ogromnymi środkami.
Dlaczego patentowanie genów jest prawnie możliwe?
Patentowanie
żywych organizmów do niedawna nie było możliwe, ponieważ uważano je za
część natury, a zatem byty nie podlegające patentowaniu. Sytuacja ta
uległa jednak zmianie w 1980 roku, gdy w sprawie Diamonda przeciw
Chakrabarty’emu Federalny Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych wydał
bezprecedensowy wyrok, mówiący o tym, że można opatentować żywy
organizm – bakterię zdolną trawić olej.
Sędzia Sądu Najwyższego
Warren Burger orzekł, że „właściwe rozróżnienie nie odnosi się do
przedmiotów ożywionych i nieożywionych, lecz zależy od tego, czy
produkty żyjące postrzega się jako wynalezione przez człowieka”. Ten
zadziwiający wyrok był zwiastunem nowej ery, w której patentowaniu
zaczęły podlegać żywe organizmy i utorował drogę procesowi wyznaczenia
granic własności wokół biologicznych zasobów naturalnych.
Będące
niegdyś częścią naszego wspólnego dziedzictwa geny roślin, zwierząt i
ludzi stały się towarem, który można kupić i sprzedać.
Jak to się dzieje?
W
ramach działań nazywanych w przemyśle „poszukiwaniami biologicznymi”
(bioprospecting), a przez innych określanych mianem „piractwa
biologicznego” (biopiracy), firmy wysyłają w odległe tereny tropikalne
specjalistów, którzy mają za zadanie odnaleźć, często opierając się na
wiedzy rdzennej ludności, organizmy i rośliny posiadające wartościowe,
z punktu widzenia korporacji, cechy.
Następnie w laboratoriach
naukowcy pracujący na rzecz wspomnianych firm izolują cząstki aktywne
lub sekwencje genetyczne z pobranych próbek i opatentowują je jako
własne wynalazki. Tradycyjna wiedza i troska o bioróżnorodność
środowiska naturalnego, w świetle prawa patentowego znaczą mniej niż
zabiegi laboratoryjne.
W obecnej sytuacji poszczególne
społeczności mogą zostać zmuszone płacić międzynarodowym korporacjom za
prawo do korzystania z czegoś, co wcześniej było częścią ich spuścizny.
Greenpeace
sprzeciwia się patentowaniu genów, roślin, zwierząt, ludzi i części
organizmów ludzkich oraz uważa, że bioróżnorodność naszej planety jest
wspólnym dziedzictwem nas wszystkich.