Morza i oceany - problemy

Strona - 16 sierpnia, 2013
Duże jednostki rybackie łowią tak wiele ryb, że problem odradzania się przetrzebionych stad staje się jednym z ważniejszych wyzwań współczesnego świata. Gigantyczne statki wyposażone są w wyrafinowane elektroniczne narzędzia, które bez problemu umożliwiają namierzenie ławic ryb. Statki te funkcjonują jak wielkie pływające przetwórnie – mają taśmy produkcyjne, pakowalnie, wielkie chłodnie. Krótko mówiąc – ryby nie mają szans. Floty unijne przetrzebiły większość europejskich łowisk. Zamiast szukać długoterminowych i stabilnych rozwiązań, przenoszą się one teraz na inne łowiska, a politycy wciąż ignorują opinie naukowców w kwestii wdrażania efektywnych sposobów zarządzania rybołówstwem i zrównoważonej gospodarki połowami.

Trałowanie denne

© Pierre Gleizes / Greenpeace

Techniką często stosowaną do łowienia ryb jest tzw. trałowanie denne. Jest to jedna z najbardziej destrukcyjnych metod połowowych. Statki rybackie (trawlery) ciągną za sobą po dnie morskim obciążone sieci trałowe (niekiedy nawet na głębokości 2 km), które działają jak "podmorskie buldożery" - zagarniają i niszczą wszystko, co znajdzie się na ich drodze. Jeśli proceder trałowania dennego nadal będzie kontynuowany, tętniące życiem morskie głębiny mogą zamienić się w jałową pustynię.

Przyłów

© Western Sahara Resource Watch

Bardzo często zdarza się, że w sieci łapane są gatunki inne niż, te które zamierzano wyłowić. Wszystko to, co znajdzie się w sieciach, a nie jest gatunkiem docelowym, nazywamy przyłowem. Szczególną formą przyłowu są odrzuty, czyli złowione ryby, które ze względu na zbyt mały rozmiar lub z innych powodów (np. niewłaściwy gatunek, niska wartość rynkowa, przekroczona przez rybaka kwota połowowa) nie mogą być wyładowane w porcie. Takie niechciane i niepotrzebne organizmy morskie wyrzucane są po prostu za burtę. Ofiarą przyłowu są też ssaki i gady morskie (np. delfiny i żółwie), ptaki oraz wiele innych gatunków. Na niektórych akwenach morskich przyłów może stanowić nawet 80% połowu.

Farmy organizmów morskich (Akwakultury)

Farma rybna © Ron Romanosky / Greenpeace

Od wyżyn Szkocji, po chilijskie wody Pacyfiku, hodowle łososi przynoszą inwestorom ogromne zyski. Wielkie farmy krewetek dostarczają na rynki światowe tysiące ton tych zwierząt. Zwolennicy przemysłowego chowu ryb od dawna zapewniają, że ta tzw. „błękitna rewolucja” jest zarówno tanią, jak i zrównoważoną alternatywą dla konsumpcji uszczuplonych zasobów gatunków poławianych na wolności. Tymczasem ryby hodowlane najczęściej karmi się mniejszymi rybami, które masowo są poławiane w tym celu (tzw. połowy paszowe). Aby uzyskać kilogram łososia hodowlanego, potrzeba 3 kilogramów ryb złowionych w morzu. Ponadto do utrzymania dobrego stanu zdrowia hodowanych ryb stosuje się antybiotyki, które przedostają się do morza.

Wielorybnictwo

Połowy komercyjne są jednym z zagrożeń dla największych ssaków świata – waleni, czyli mówiąc potocznie wielorybów. Zmiany klimatu, zanieczyszczenia, przełowienie, zanikanie powłoki ozonowej, hałas spowodowany przez stosowanie sonarów, katastrofy statków - to dodatkowe elementy zagrażające tym morskim olbrzymom. Ich połowy na świecie stara się kontrolować Międzynarodowa Komisja Wielorybnicza.

[Dowiedz się więcej]

Tematy