W roku 1949, jeszcze jako dziecko, zostałem wielorybnikiem.
Podczas trzech "sezonów", które spędziłem na polowaniach u wybrzeży
Antarktydy, nie czułem odrazy do uczestnictwa w zabiciu wielu
płetwali błękitnych, finwali, kaszalotów i humbaków. Również, jeśli
dobrze pamiętam, żaden z moich towarzyszy nie zakwestionował czy
skrytykował nieludzkiego charakteru zabijania wielorybów. W tamtych
czasach idea praw zwierząt była nieznana. Wtedy jedyne co nas
interesowało to ile wielorybów złapaliśmy danego dnia, ile beczek
napełniono tranem i ile przyniesie nam to funtów, szylingów i
pensów, które dostaniemy na koniec rejsu.
Przez cały czteromiesięczny sezon - poza dniami złej pogody, gdy
nie mogliśmy polować - cała flota pracowała 24 godziny na dobę, na
dwie 12-godzinne zmiany. Przez trzy sezony uczestnictwa w połowach
zarobiłem 500 funtów - jak na obecne czasy niewiele, jak na tamte -
fortunę. W 1950 można było za to kupić trzy domy z tarasami.
Pamiętajmy również, że byłem najmłodszym członkiem załogi,
zarabiałem więc najniższą stawkę. Wyobraźcie sobie, ile "krwawych
pieniędzy", jak je teraz nazywam, dostawał harpunnik.
Dzisiaj, podobnie jak wtedy, wieloryby oznaczają duże pieniądze.
Jednak tylko dla tych, którzy gotowi są przechytrzyć zakaz
komercyjnego wielorybnictwa - zabijać pod przykrywką "badań" i
sprzedawać mięso na komercyjne rynki zbytu.
Patrząc wstecz odczuwam obrzydzenie i wstyd, że kiedykolwiek
uczestniczyłem w tak złych i niewybaczalnych działaniach, pomagając
w brutalnej i krwawej rzezi takich pięknych i inteligentnych
zwierząt. Moje poczucie winy jest tym większe, gdy uświadamiam
sobie, że uczestniczyłem w zabiciu nie jednego, ale tysięcy
wielorybów.
Być może w przeszłości, gdy brakowało innych środków, istniała
konieczność zabijania wielorybów. Przemysł, zwłaszcza w okresie
wojny, opierał swoją produkcję na wartościowych olejach, a
wielorybie mięso stanowiło uzupełnienie narodowej diety, w czasach
gdy inne źródła protein były ograniczone. Jednak teraz nie ma
żadnego logicznego powodu, który usprawiedliwiałby zabijanie
wielorybów - ani ze względów komercyjnych ani badawczych.
Czemu po tych wszystkich latach zdecydowałem się napisać to
wyznanie? Moje poczucie winy i smutek wyszły na wierzch w latach
osiemdziesiątych, wkrótce po tym jak Greenpeace zaskoczył świat
swoimi zuchwałymi akcjami bezpośrednimi przeciw flotom
wielorybniczym. Widząc ich na tych maleńkich czerwonych pontonach,
przyczepiających się do ruf wielkich statków-przetwórni
uświadomiłem sobie, że oto są ludzie gotowi ryzykować swoje życie
dla zwierzęcia, którego śmierć oznaczała dla mnie kilka
banknotów.
Greenpeace dał mi możliwość zadośćuczynić, choćby małym stopniu,
winie, którą nosiłem w sobie przez te wszystkie lata. Teraz moim
celem na przyszłość jest robienie wszystkiego, co w mojej mocy, by
pomóc Greenpeace'owi w zabezpieczeniu zakazu polowań na wieloryby
na całym świecie i by zapewnić wielorybom bezpieczne azyle, które
umożliwią im przetrwanie.