"Zamierzamy zostać tu aż do momentu pojawienia się policji,
która powinna zabezpieczyć pole. Ta kukurydza będzie dowodem w
sprawie. Wierzymy, że prokuratura stanie na wysokości zadania i
zajmie się tą sprawą. Jednocześnie apelujemy do polskiego rządu o
jak najszybsze wprowadzenie zakazu upraw zmutowanej kukurydzy w
naszym kraju, tak by podobne przypadki nie miały miejsca", mówi
Joanna Miś, koordynatorka kampanii "STOP GMO" w polskim
Greenpeace.
Sytuacja prawna w kwestii upraw GMO w naszym kraju pozostaje
schizofreniczna. Obecnie obowiązuje w Polsce zakaz obrotu
materiałem nasiennym roślin modyfikowanych genetycznie, czyli
mówiąc w skrócie, zakaz handlu. Prawo unijne dopuszcza jednak
wysiew modyfikowanej kukurydzy MON 810. Rolnicy nie mogąc
zaopatrywać się w ziarna na terenie kraju, kupują je w Czechach i
wysiewają w Polsce. Z reguły nie zgłaszają tego faktu do
Ministerstwa Środowiska, które powinno kontrolować
rozprzestrzenianie się transgenicznych upraw. Tymczasem w tamtym
roku w Polsce było już 3000 ha pól obsianych GMO.
"Wraz z rolnikami przeprowadziliśmy własne śledztwo i w tej
okolicy odkryliśmy 6 pól obsianych zmodyfikowaną genetycznie
kukurydzą. To skandal, że Rząd nie robi nic by powstrzymać
ekspansję tych niebezpiecznych roślin. Taka sytuacja jest z
pewnością na rękę wielkim firmom biotechnologicznym, które,
podobnie jak w USA czy Kanadzie, próbują przejąć kontrolę nad
rolnictwem i wyeliminować z rynku małe gospodarstwa rolne. W Polsce
oznaczałoby to koniec tradycyjnego modelu rolnictwa", dodaje
Miś.
Oferując rolnikom ziarna GMO, firmy biotechnologiczne zapewniają
m.in., że zwiększą one plony i zmniejszą zużycie chemicznych
środków ochrony roślin. Nie dodają jednak, że tak jest jedynie w
pierwszym okresie od rozpoczęcia upraw, następnie plony maleją,
koszty pestycydów (sprzedawanych przez te same firmy!!!) rosną. Do
tego dochodzi problem wyjałowienia gleby oraz najważniejsza kwestia
- skażenia konwencjonalnych upraw. Choć producenci GMO zapewniają,
że do uniknięcia takiego skażenia wystarczy kilkudziesięciometrowa
strefa ochronna pomiędzy polami, to rzeczywistość pokazuje, że
pyłki GMO, wraz z wiatrem przenoszą się nawet o setki
kilometrów.
Zaniepokojeni możliwością utraty swoich tradycyjnych upraw, w
dzisiejszej akcji Greenpeace wzięli udział także rolnicy, którzy od
lat domagają się od polskiego rządu wprowadzenia zakazu upraw GMO w
Polsce.
"Mimo, że większość Polaków sprzeciwia się GMO, to rząd ignoruje
zarówno ich głos jak i głos polskiej wsi. Obecna sytuacja naraża
nasze plony na skażenie. Zamiast dbać o dobro rolników i rodzimych
gospodarstw rząd sprzyja rozwojowi rolnictwa przemysłowego i takich
firm jak Monsanto, czy Pioneer, w konkurencji z którymi rolnik nie
ma szans, co pokazują przykłady z USA czy Kanady", mówi obecna na
miejscu akcji rolniczka Edyta Jaroszewska.