Ludzkość od zawsze czerpała z bogactwa oceanów. Gatunek po
gatunku, akwen po akwenie, człowiek bezlitośnie eksploatuje morza i
oceany aż do granic wyczerpania. Dawniej rybołówstwo było
ograniczone wyłącznie przeszkodami technicznymi. Obecnie nawet te
można ominąć.
W XVIII wieku wielorybnictwo i polowania na foki odbywały się na
tak masową skalę, że można powiedzieć, iż była to pierwsza globalna
gałąź przemysłu. Już od XI wieku nadmierna eksploatacja prowadziła
do zniszczenia lokalnych i regionalnych ekosystemów, czego skutkiem
było znaczne uszczuplenie populacji ryb i ssaków morskich. Po
wyczerpaniu jednych łowisk rybołówstwo przenosiło się na nowe,
dziewicze tereny, zostawiając po sobie spustoszenie.
Mieliśmy wiele wczesnych sygnałów ostrzegawczych. Już od XIV
wieku trwały zaciekłe dyskusje na temat zniszczeń wywołanych
trałowaniem dennym. Jednak, tak jak i dziś, argumenty ekonomiczne
przeważały nad koniecznością prowadzenia działań
zapobiegawczych.
Obecnie jesteśmy w punkcie, w którym nie da się już kontynuować
dawnego czysto biznesowego podejścia. Na początku XXI w. nie ma już
one właściwie żadnych ograniczeń technologicznych i geograficznych.
Kryzys rybołówstwa zamienił się w globalne zagrożenie dla
oceanów.
W ostatnich stuleciach, pomimo ogromnego spustoszenia, które
ludzkość siała na morzach i oceanach świata, większości stworzeń
udawało się znaleźć bezpieczne schronienie w odległych miejscach.
Choć było niestety kilka wyjątków, np. krowa morska (Hydrodamalis
gigas), która zniknęła na zawsze, zaledwie po 25 latach od jej
odkrycia. Współcześnie żadne miejsce na ziemi nie jest zbyt odległe
dla dalekomorskich flot rybackich. Wspierane przez satelity i
obserwacje lotnicze nie mają już żadnych ograniczeń w pogoni za
coraz bardziej przetrzebioną zdobyczą.
Jeśli w najbliższym czasie nie powstanie rozległa sieć
rezerwatów morskich, która umożliwiłaby populacjom regenerację i
powstrzymałaby dalszą destrukcję naszych mórz, to w niedalekiej
przyszłości będziemy zjadać ostatnich przedstawicieli powszechnych
dziś gatunków.
Zainspirowane publikacją Calluma
Robertsa "The
Unnatural History of the Sea"
Upadek kanadyjskiego rybołówstwa dorsza na Nowej Fundlandii
W 1992 r., upadek rybołówstwa dorsza na Wielkiej Ławicy Nowej
Fundlandii pozbawił w Kanadzie pracy 40000 osób. Obszar ten,
niegdyś znany jako najbardziej produktywny teren rybacki, został
zniszczony przez lata przeławiania i niekompetentnego zarządzania
rybołówstwem. Koszta środowiskowe oraz zniszczenia społeczne i
ekonomiczne są płacone po dzień dzisiejszy.
1 lipca 1992r. Kanada świętowała 125 rocznicę swego istnienia,
ale minister rybołówstwa John Crosbie nie bawił się na
okolicznościowym przyjęciu. Właśnie stanął do konfrontacji z tłumem
wrogo nastawionych rybaków łowiących dorsza w Bay Bulls, małej
osadzie na Nowej Fundlandii. Domagali się oni wyjaśnienia, dlaczego
w ich wodach nie ma ryb i co minister planuje z tym zrobić. Crosbie
gniewnie odpowiadał "Nie macie powodu mi ubliżać, nie ja wyłowiłem
ryby z tej wody".
Następnego dnia, pod ochroną policji, Crosbie ogłosił w St.
John's, stolicy Nowej Fundlandii, dwuletnie moratorium na połowy
dorsza. Tłum wściekłych rybaków próbował wedrzeć się do hotelowej
sali, w której przemawiał i Crosby został zmuszony do pośpiesznego
odwrotu.
Nowofundlandzka Wielka Ławica była niegdyś znana jako
najbardziej produktywny teren rybacki na świecie. Pierwsi
europejscy odkrywcy opisywali jej wody jako tak wypełnione rybami,
że wystarczyło zanurzyć kosz i wyciągnąć go wypełniony dorszem. Aż
do lat 50-tych XX wieku szczodrość Wielkiej Ławicy była
wystarczająca by zaspokoić potrzeby lokalnego rybactwa na małą
skalę, jak również wyżywić miliony fok grenlandzkich.
Jednakże ten szczęśliwy czas nie miał trwać wiecznie.
Rybołówstwo Wielkiej Ławicy zostało zniszczone przez technologiczne
postępy w technikach rybackich lat 50-tych i 60-tych. Małe
rzemieślnicze łodzie rybackie musiały zmierzyć się z przemysłowymi
trawlerami zbudowanymi na wzór statków wielorybniczych, które
wyniszczyły ostatnie populacje wielorybów.
Gigantyczne trawlery przybywały z odległych krajów, przyciągane
przez pozornie nie mające końca zasoby ryb. Ich ogromne sieci
wyławiały niespotykanie duże ilości ryb, które następnie szybko
przerabiano i głęboko zamrażano. Trawlery pracowały okrągłą dobę,
nawet w najgorszą pogodę. W ciągu godziny wyławiały one do 200 ton
ryb, dwa razy więcej niż typowy XVI-wieczny okręt w ciągu całego
sezonu.
W 1968 r., połowy dorsza osiągnęły szczytową wartość 800 tysięcy
ton. Do 1975 r., roczne połowy tej ryby spadły o ponad 60%; również
w przypadku innych gatunków znacznie spadły. W desperackiej próbie
zwiększenia połowów Kanada ogłosiła poszerzenie swej strefy
ekonomicznej z 12 do 200 mil morskich od wybrzeża, ograniczając tam
jednocześnie wstęp obcym statkom.
Gdy tylko połowy dorsza zmniejszyły się, przemysłowe trawlery
zaczęły używać bardziej wydajnych echosond i nawigacji
satelitarnej, by zlokalizować te ławice ryb, które jeszcze
pozostały. Umożliwiło to utrzymanie całkowitych połowów na stałym
poziomie aż do lat 80-tych, jednakże tradycyjni lokalni rybacy
odnotowali ich spadek. Rząd, którego członkowie w większości byli
posiadaczami akcji przemysłowych kompanii rybackich, nie chciał
słuchać ani głosów zaniepokojonych rybaków, ani nasilających się
naukowych przestróg, że populacja dorsza znalazł się na granicy
załamania.
Politycy obawiali się również, że obcięcie kwot połowowych
doprowadzi do politycznie nieakceptowanej utraty miejsc pracy, ale
to właśnie ich krótkowzroczne myślenie doprowadziło do
katastrofy.
W 1992 r., kiedy połowy dorsza stały się najniższe w historii,
rząd został zmuszony do całkowitego zamknięcia łowisk. Było to
największe w historii jednorazowym zwolnienie pracowników. Zakaz
połowów pozbawił pracy 40 tysięcy osób w 5 kanadyjskich
prowincjach. Wymagało to przekazania społecznościom na wybrzeżu
kilku miliardów dolarów kanadyjskich doraźnej pomocy.
W 1993 r. moratorium, pierwotnie mające trwać dwa lata, zostało
ustanowione jako bezterminowe. Pozostaje ono nadal w mocy . W
2003r., dwie główne populacje dorsza atlantyckiego zostały
dołączone do kanadyjskiej listy zagrożonych gatunków. Działania w
celu ich odnowy są jednak utrudniane przez połowy innych ryb, które
nadal mają miejsce na tym terenie i często prowadzą do znacznego
przyłowu dorsza.
Historia krowy morskiej
Krowa morska (Hydrodamalis gigas) była ogromnym ssakiem z rzędu
syren, która dorastała do 10 metrów długości i ważyła pomiędzy 6 a
8 ton. Została odkryta w 1741 roku w pobliży azjatyckiego brzegu
Morza Beringa przez niemieckiego biologa Georga Stellera, który
żeglował wraz z odkrywcą Vitusem Beringiem. Już po 28 latach,
gatunek wymarł. To pierwszy zanotowany przypadek w historii
pokazujący, jak ludzie doprowadzili do wyginięcia morskiego
gatunku.
W listopadzie 1741, zmęczona załoga wyprawy Beringa dręczona
szkorbutem i głodem, była już w pięć miesięcy na morzu żeglując w
stronę domu z Ameryki Północnej. Skrajnie wyczerpani, walcząc o
przetrwanie dostrzegli na horyzoncie nieznaną wyspę (później
nazwaną Wyspą Beringa), po czym osiedli na mieliźnie u jej brzegów
i przedostali się na wyspę, na której założyli obóz.
Początkowo zgłodniała załoga żywiła się wydrami morskimi. Było
ich tak wiele, że setki z nich można było znaleźć w promieniu
zaledwie 3 kilometrów od bazy. Sześć miesięcy później żeglarze tak
silnie przetrzebili stado, że zostali zmuszeni wybierać się nawet
40 kilometrów w trudnym terenie, by na nie zapolować. Stojąc w
obliczu kolejnej zimy, którą mieli spędzić na wyspie, zaczęli
poszukiwać alternatywnych źródeł pożywienia. Wkrótce miejsce wydry
morskiej zajęły krowy morskie i stały się podstawowym elementem
diety.
Następnej wiosny Steller i jego towarzysze zbudowali nowy statek
z wraku starego. Po czym, 14 sierpnia 1742 opuścili Wyspę Beringa.
I choć zmuszeni byli pozostawić za sobą większość z drobiazgowo
zgromadzonych badań Stellera, informacje o nowo odkrytej wyspie i
zamieszkującej ją krowie morskiej rozprzestrzeniła się. Wiadomość o
ich podróży zapoczątkowała "gorączkę złota" wśród awanturników
chcących osiągnąć zysk z nowo odkrytych ziem. Praktycznie każdy
statek płynący do nowego świata zatrzymywał się na Wyspie Beringa,
by polować i zapełniać ładownie mięsem krowy morskiej.
Już po 28 latach od odkrycia Wyspy Beringa, krowa morska
Stellera wyginęła na skutek zbyt intensywnych polowań.
Odkrycia archeologiczne mówią nam, że krowa morska była
rozpowszechniona w morzach pomiędzy Japonią a Kalifornią, na długo
przed tym jak Steller ją "odkrył". Jednak nadmierna eksploatacja
przez lokalną ludność oraz zniszczenie siedlisk zmusiły gatunek do
przeniesienia się na Morze Beringa.
Obecnie historia powtarza się. Inny wspaniały ssak morski,
uchatka grzywiasta (lew morski Stellera), znajduje się na skraju
wyginięcia, na skutek przetrzebienia populacji mintaja, który jest
głównym składnikiem jego pożywienia.