Skip navigation.
Były wielorybnik John Burton na terenie starej stacji wielorybniczej 
Hvalfjordur na Islandii.

Były wielorybnik John Burton na terenie starej stacji wielorybniczej Hvalfjordur na Islandii.

Powiększ obraz

tekst John Burton

W roku 1949, jeszcze jako dziecko, zostałem wielorybnikiem. Podczas trzech “sezonów”, które spędziłem na polowaniach u wybrzeży Antarktydy, nie czułem odrazy do uczestnictwa w zabiciu wielu płetwali błękitnych, finwali, kaszalotów i humbaków. Również, jeśli dobrze pamiętam, żaden z moich towarzyszy nie zakwestionował czy skrytykował nieludzkiego charakteru zabijania wielorybów. W tamtych czasach idea praw zwierząt była nieznana. Wtedy jedyne co nas interesowało to ile wielorybów złapaliśmy danego dnia, ile beczek napełniono tranem i ile przyniesie nam to funtów, szylingów i pensów, które dostaniemy na koniec rejsu.

Przez cały czteromiesięczny sezon – poza dniami złej pogody, gdy nie mogliśmy polować – cała flota pracowała 24 godziny na dobę, na dwie 12-godzinne zmiany. Przez trzy sezony uczestnictwa w połowach zarobiłem 500 funtów – jak na obecne czasy niewiele, jak na tamte - fortunę. W 1950 można było za to kupić trzy domy z tarasami. Pamiętajmy również, że byłem najmłodszym członkiem załogi, zarabiałem więc najniższą stawkę. Wyobraźcie sobie, ile “krwawych pieniędzy”, jak je teraz nazywam, dostawał harpunnik.
 
Dzisiaj, podobnie jak wtedy, wieloryby oznaczają duże pieniądze. Jednak tylko dla tych, którzy gotowi są przechytrzyć zakaz komercyjnego wielorybnictwa – zabijać pod przykrywką “badań” i sprzedawać mięso na komercyjne rynki zbytu.
Patrząc wstecz odczuwam obrzydzenie i wstyd, że kiedykolwiek uczestniczyłem w tak złych i niewybaczalnych działaniach, pomagając w brutalnej i krwawej rzezi takich pięknych i inteligentnych zwierząt. Moje poczucie winy jest tym większe, gdy uświadamiam sobie, że uczestniczyłem w zabiciu nie jednego, ale tysięcy wielorybów.

Być może w przeszłości, gdy brakowało innych środków, istniała konieczność zabijania wielorybów. Przemysł, zwłaszcza w okresie wojny, opierał swoją produkcję na wartościowych olejach, a wielorybie mięso stanowiło uzupełnienie narodowej diety, w czasach gdy inne źródła protein były ograniczone. Jednak teraz nie ma żadnego logicznego powodu, który usprawiedliwiałby zabijanie wielorybów – ani ze względów komercyjnych ani badawczych.

Czemu po tych wszystkich latach zdecydowałem się napisać to wyznanie? Moje poczucie winy i smutek wyszły na wierzch w latach osiemdziesiątych, wkrótce po tym jak Greenpeace zaskoczył świat swoimi zuchwałymi akcjami bezpośrednimi przeciw flotom wielorybniczym. Widząc ich na tych maleńkich czerwonych pontonach, przyczepiających się do ruf wielkich statków-przetwórni uświadomiłem sobie, że oto są ludzie gotowi ryzykować swoje życie dla zwierzęcia, którego śmierć oznaczała dla mnie kilka banknotów.
 
Greenpeace dał mi możliwość zadośćuczynić, choćby małym stopniu, winie, którą nosiłem w sobie przez te wszystkie lata. Teraz moim celem na przyszłość jest robienie wszystkiego, co w mojej mocy, by pomóc Greenpeace’owi w zabezpieczeniu zakazu polowań na wieloryby na całym świecie i by zapewnić wielorybom bezpieczne azyle, które umożliwią im przetrwanie.