Skip navigation.
Rewolucja energetyczna teraz!

Rewolucja energetyczna teraz!

Powiększ obraz

Kryzys klimatyczny jest tuż za progiem, a my zamiast zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, zastanawiamy się czy naprawdę wygląda tak strasznie i kto powinien pierwszy chwycić za klamkę. Takiego gościa jeszcze nie mieliśmy, na nasze własne zaproszenie wraca do nas globalizacja w krzywym zwierciadle. Politycy zamiast liderami i wizjonerami okazują się być krótkowzrocznymi oportunistami wykorzystującymi kryzys finansowy do usprawiedliwienia swoich konformistycznych postaw.

Europa świętuje sukces i kompromis, Polska liczy bezpłatne uprawnienia do emisji,  mieszkańcy Kiribati liczą ile lat jeszcze ich kraj będzie istnieć, Fidżi liczy straty finansowe z powodu zniszczenia rafy koralowej i upadku turystyki, wszyscy liczą na nową administrację w Stanach, a z tych wszystkich wyliczeń nic nie wynika.

Po wielomiesięcznej „politycznej batalii” i serii klimatycznych migracji europejskich przywódców po stolicach starego kontynentu,  pakiet klimatyczno – energetyczny został przyjęty w bardzo osłabionym kształcie na ostatnim szczycie w Brukseli. Jego ostateczna wersja daleko odbiega od tej, która została zaproponowana w marcu 2007 roku – w obecnej formie pakiet stał się pakietem ochronnym dla trujących gospodarek przed skutkami walki ze zmianami klimatu, a nie pakietem ochronnym dla  klimatu…

W dużej mierze przyczyniła się do tego Polska, wieszcząc krach naszej gospodarki z powodu wejścia w życie unijnych propozycji, a tym samym „zachęcając” swoim przykładem inne europejskie kraje do kwestionowania proponowanych regulacji. Państwa wykorzystały obecny kryzys finansowy jako wymówkę przed wprowadzeniem ambitnychi niezbędnych mechanizmów ochrony klimatu. Trzeba przyznać, że nasz kraj zwyciężył politycznie – dopiero w 2020 roku wprowadzony zostanie 100% - owy system sprzedaży na aukcjach uprawnień do emisji dla naszej opartej na węglu energetyki. Jednak zwycięstwo to jest czysto pyrrusowe…. W ten sposób innowacje w gospodarce i powstawanie zielonych miejsc pracy zostały odłożone w czasie o kilka lat, a najbardziej niszczące klimat zakłady nie otrzymały bodźców do jak najszybszych zmian swoich „brudnych” technologii. Nasi politycy zapomnieli, że solidarność trzeba też okazywać innym, a nie tylko oczekiwać jej względem siebie – nie pamiętali o solidarności z mieszkańcami takich wysp jak Tuvalu czy Malediwy, których państwa zostaną niedługo zalane przez podnoszący się poziom mórz i całkowicie znikną z mapy świata.

Unijni przywódcy nadal chcą realizować cel 20% redukcji do 2020 roku dla całej Uniii. Utrzymali w mocy cel 30% - owy, który zostanie potwierdzony w Kopenhadze, jeśli inne kraje tez wezmą na siebie wiążące zobowiązania redukcyjne. Cel ten – wbrew temu co mówią dumni z ze swojego porozumienia politycy – nie jest jednak tak ambitny, jak można by tego oczekiwać od światowego lidera. W świetle ostatnich badan naukowych konieczne są redukcje rzędu -25% do -40 % przez kraje rozwinięte do 2020 roku, a więc unijny pakiet wypada przy tych liczbach mało spektakularnie. Co więcej, zapisy, które znalazły się w pakiecie poważnie zagrażają osiągnięciu nawet celu 20% - brakuje systemu kar dla państw, które nie będą wywiązywały się ze swoich zobowiązań, kraje mogą w dwóch trzecich realizować cele poprzez inwestycje za granica, jednocześnie więc zwiększać emisje „na własnym podwórku”.Unia Europejska była jednym z filarów międzynarodowych negocjacji klimatycznych, jednak „wojny domowe” o pakiet bardzo podkopały je pozycję lidera. Problemy z wypracowaniem jednolitego stanowiska sprawiły, ze Unia nie była w stanie nadać negocjacjom w Poznaniu właściwej dynamiki i zachęcić pozostałe kraje by poszły jej śladem. Jednocześnie nie zapadły oczekiwane decyzje dotyczące pomocy finansowej dla krajów rozwijających – tutaj impas unijny miał swoje wyraźne przełożenie na negocjacje w Poznaniu, gdzie również nie osiągnięto kompromisu na ten temat. Co prawda podjęto ważne administracyjne i prawne decyzje dotyczące funkcjonowania funduszu, jednak wciąż nie wiadomo jakie będą źródła jego finansowania.

Konferencja COP14 miała być krokiem milowym na drodze do przyszłorocznego spotkania w Kopenhadze, a była de facto krokiem w miejscu. Nie udało się zamknąć przeglądu protokołu z Kioto, nie osiągnięto także postępu w negocjacjach na temat mechanizmów mających zatrzymać niszczenie lasów tropikalnych.  Generalne porozumienie dotyczące redukcji emisji, transferu technologii i zasad pomocy finansowej – tzw. „Wspólna wizja” pozostaje nadal wizją bardzo rozbieżną. Pozytywnym akcentem było ogłoszenie w Poznaniu przez niektóre kraje - nie objęte zobowiązaniami protokołu z Kioto - ambitnych planów włączenia się w walkę z zmianami klimatu; do wysiłków Indii i Chin, Indonezji czy Południowej Afryka dołączyły Meksyk i Brazylia. Państwom udało się także uzgodnić plan pracy na kolejny rok.

Oceniając wynik konferencji bilans wypada zdecydowanie na minus, zwłaszcza w świetle alarmujących danych naukowych i tego, że już niecały rok dzieli nas od kluczowego spotkania w Kopenhadze. Państwa prowadzą polityczna grę i przedkładają własne krótkoterminowe interesy ponad długofalowy interes całej ludzkości, nie chcąc zrozumieć, że prędzej czy później kryzys klimatyczny dotknie nas wszystkich.

Zobacz jak 1 procent Twojego podatku może wpłynąć na klimat.