Inna grupa, przy użyciu pontonów i sprzętu alpinistycznego, weszła na pokład
„Hope” wywieszając za burtę transparent z hasłem: „Polska nie chce GMO”.
Działania te uniemożliwiły dalsze podejście statku do portu w Gdyni
i rozładowanie ładunku na nabrzeżu.
Akcja jest protestem przeciwko
masowemu importowi genetycznie modyfikowanej soi, używanej jako składnika paszy
dla zwierząt w Polsce i w całej Europie. Polska w szybkim tempie zwiększa import
soi genetycznie modyfikowanej w postaci śruty sojowej, która dostaje się do
łańcucha pokarmowego konsumentów w kraju i w Europie całkowicie bez ich wiedzy,
ponieważ przepisy Unii Europejskiej nie wymagają znakowania produktów
wytworzonych przy użyciu paszy GM.
W ciągu ostatnich 5 lat import
modyfikowanej soi wzrósł blisko sześciokrotnie. Polskie firmy mięsne (będące
zazwyczaj własnością zagranicznych koncernów) karmią drób i trzodę chlewną soją
GM i sprzedają swoje produkty zarówno w kraju jak w pozostałych państwach Unii
Europejskiej.
Maciej Muskat, koordynator kampanii GMO z Greenpeace
Polska mówi: “Użycie genetycznie modyfikowanej soi jest nie tylko niepożądane
w Europie, ale również niepotrzebne, potencjalnie niebezpieczne dla zdrowia
i niszczące dla przyrody w miejscu, gdzie się ją wytwarza. Skandalem jest, że ta
soja wnika do łańcucha pokarmowego konsumentów Europy, a oni nie mają możliwości
powiedzieć „nie”.
Z badań przeprowadzonych we wrześniu przez PBS, na
zlecenie Greenpeace, wynika, że 76% obywateli Polski nie chce jeść żywności
genetycznie modyfikowanej. 14 z 16 polskich województw zadeklarowało wolę
traktowania swego terytorium jako Strefy Wolnej od GMO.
„Wola tej
zdecydowanej większości jest podważana przez zagraniczne korporacje, które
używają nieekologicznych praktyk, jednocześnie przejmując polski rynek żywności
i paszy. Zagraża to również przyszłości polskich produktów rolnych” - dodaje
Muskat.
Przykładem może być np. firma Animex, będąca własnością
amerykańskiego giganta mięsnego - Smithfield Foods, która jest obecnie największym
producentem mięsa w kraju. Własnością Smithielda są wielkoprzemysłowe zakłady
produkcji świń, znane w Polsce ze skandali, związanych
z zanieczyszczaniem środowiska i narażaniem zdrowia ludzi, mieszkających wokół
zakładów. Testy paszy, używanej w zakładzie w miejscowości Żabin, należącym do
spółki Prima kontrolowanej przez Smithield Foods, przeprowadzone przez
Greenpeace w zeszłym tygodniu, potwierdziły użycie soi genetycznie modyfikowanej,
jako składnika paszy dla zwierząt.
Użycie GMO w paszy dla zwierząt
niesie za sobą nie tylko ryzyko dla konsumentów, ale również przyczynia się do
destrukcji przyrody na drugim końcu świata - w Argentynie, gdzie ponad 99%
uprawianej soi to uprawy genetycznie modyfikowane. Uprawa soi GM powoduje cały
szereg negatywnych społecznych i ekologicznych zjawisk, takich jak: szybki spadek
tradycyjnych upraw, będących podstawą lokalnej konsumpcji, wzrost zużycia
herbicydów oraz wycinanie lasów pierwotnych.