Polska energetyka jest całkowicie zdominowana przez węgiel. Zarówno produkcja energii elektrycznej, jak i ciepła w ponad 90% bazuje na tym surowcu (93% energii elektrycznej produkowane jest z węgla). Razem z Chinami, Australią i RPA należymy do najbardziej uzależnionych od węgla krajów na świecie. Co więcej, rząd nie robi nic, aby stopniowo zmniejszać produkcję energii z węgla i przestawiać się na czyste źródła energii oraz efektywność energetyczną.
Zaledwie 3% energii elektrycznej w Polsce pochodzi z przyjaznych dla klimatu i środowiska odnawialnych źródeł, takich jak biomasa, woda, wiatr, słońce, czy geotermia, choć ich potencjał możliwy do wykorzystania do 2020 jest ponad 10-krotnie wyższy.
Dużym problemem polskiej energetyki jest scentralizowanie produkcji. Energię wytwarza się przede wszystkim w wielkich elektrowniach, zamiast w rozproszonych, lokalnych instalacjach. Oznacza to ogromne straty przy przesyle prądu, a także brak bezpieczeństwa energetycznego w wypadku np. awarii i konieczności wyłączenia całego bloku o mocy kilkuset megawatów.
Większość polskiej energii elektrycznej powstaje w nieefektywnych elektrowniach (które marnują ciepło), zamiast w mniejszych i zlokalizowanych blisko odbiorców ciepła elektrociepłowniach, co prowadzi do bezpowrotnej straty 2/3 energii zawartej w paliwie.
Polska jest też niechlubnym 'liderem' w Europie pod względem energochłonności gospodarki. Aby wyprodukować 1000 euro PKB, zużywamy ponad 2 razy więcej energii niż średnia w 25 krajach Unii Europejskiej.
Przygotowana przez rząd „Polityka energetyczna Polski do 2030 r.” to ogólnikowy dokument bez wizji unowocześnienia polskiej energetyki
Obecny rząd we wrześniu br. przedstawił projekt „Polityki Energetycznej do 2030”. Jest to jedyny dokument o strategicznym znaczeniu, który przedstawia koncepcję rozwoju energetyki w naszym kraju. Podobnie, jak poprzednie „Polityki”, w najmniejszym stopniu nie odpowiada on wyzwaniu, jakim jest zahamowanie globalnego ocieplenia.
Jego podstawową wadą jest kompletny brak progresywnej i dalekowzrocznej wizji unowocześnienia polskiej energetyki i jakiejkolwiek próby uniezależnienia jej od najbrudniejszego paliwa, jakim jest węgiel. Ponadto obecny projekt „Polityki” jest zdecydowanie zbyt ogólnikowy (mieści się raptem na 20 stronach i pozbawiony jest jakichkolwiek analiz ilościowych; dla porównania raport GP „Rewolucja energetyczna dla Polski” zajmuje 40 stron i prezentuje założenia i wyniki takich analiz).
Zasadnicze wady dokumentu "Polityka Energetyczna dla Polski" to:
- dalsze oparcie polskiej energetyki na wykorzystywaniu węglu i upatrywanie w nim jedynej szansy na zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego kraju,
- brak założeń dotyczących tego, o ile Polska zamierza obniżyć swoje emisje CO2 i w jaki sposób to osiągnie,
- brak prognozy krajowego zapotrzebowania na paliwa i energię,
- brak priorytetu dla odnawialnych źródeł energii.
Projekt „Polityki” przewiduje wprawdzie wzrost wykorzystania OZE do 15% w roku 2020 r. (zgodnie z propozycją Komisji Europejskiej) i do 20% w 2030 r., jednak zdaniem Greenpeace ten drugi cel jest zbyt niski. Powinien on wynieść minimum 30%, co leży całkowicie w zakresie możliwości Polski (zgodnie z raportem Greenpeace „[R]ewolucja energetyczna dla Polski”).
Wreszcie brak prognozy zapotrzebowania na energię oznacza, że nie można ocenić, jak kształtować się będzie emisja gazów cieplarnianych w Polsce, a więc jaki wpływ na środowisko będzie miała realizacja „Polityki”. Tymczasem już przygotowywana jest prognoza Oddziaływania na Środowisko dla projektu. Nie będzie to więc dokument wiarygodny.