Tygodnik „Polityka” w bieżącym numerze (8/2026), piórem Adama Grzeszaka diagnozuje problem, przed którym Greenpeace Polska ostrzega od dawna: Polska wpada w niebezpieczną i kosztowną „gazową pułapkę”. Podczas gdy spółki energetyczne promują importu gazu LNG jako jedyną drogę transformacji, dane pokazują, że stoimy przed widmem gigantomanii inwestycyjnej, która uderzy w portfele obywateli i suwerenność energetyczną kraju.
Artykuł zatytułowany „Gaz do dechy” jest przełomową zmianą narracji w polskich mediach, kształtowanej przez komunikację spółek energetycznych, planujących ogromne inwestycje w nowe elektrownie gazowe i towarzyszącą im infrastrukturę gazową (terminale odbiorcze, gazociągi, etc.). Opiniotwórcze tytuły do tej pory nie podejmowały prób powiedzenia „sprawdzam”. Tymczasem Adam Grzeszak pisze wprost o ryzyku wpadnięcia z deszczu (węgla) pod rynnę (gazu) w przypadku realizacji obecnych planów spółek energetycznych.
Autor artykułu powołuje się na wyliczenia Greenpeace: w ciągu najbliższej dekady na rozwój energetyki gazowej i zakup paliwa spółki energetyczne chcą wydać od 200 do 300 miliardów złotych. Same nowe bloki gazowe o mocy 16 GW to koszt rzędu 64 mld zł. Uzależnienie systemu od importowanego – głównie z USA – surowca na kolejne dekady grozi zabetonowaniem wysokich cen prądu i ciepła.
Podobnie jak Greenpeace, Adam Grzeszak ostrzega przed ryzykiem „zagazowania” polskiej energetyki, wskazuje, że nowy projekt Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu do 2040 r. zakłada wielokrotnie wyższą produkcję energii z gazu, niż planowano jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Cytowni w artykule eksperci wskazują, że te prognozy przeszacowują zapotrzebowanie i że bloki gazowe będą się „nawzajem kanibalizowały”. A mające wkrótce powstać gazowe bloki mogą szybko stać się „klopotliwe jak śląskie kopalnie”.
W związku z tymi wątpliwościami, Greenpeace złożył w listopadzie ub.r. wniosek do NIK o przeprowadzenie kontroli w resortach odpowiedzialnych za transformację energetyczną i w spółce Polskie Sieci Elektroenergetyczne SA, będącej obecnie głównym rozgrywającym w procesie odchodzenia od węgla w energetyce. Najwyższa Izba Kontroli ogłosiła w styczniu, że kontrola transformacji energetycznej faktycznie zostanie przeprowadzona w drugiej połowie bieżącego roku, a wniosek Greenpeace będzie przedmiotem analizy.



