Zamknij okienko

Unia daje szansę na zniesienie barier dla energetyki obywatelskiej, ale wyznacza rozczarowujący cel udziału OZE

Komentarz Anny Ogniewskiej z Greenpeace

Informacja prasowa - 14 czerwca, 2018
14 czerwca około 4 nad ranem zakończyły się negocjacje dotyczące nowego kształtu dyrektywy o odnawialnych źródłach energii, która ma wytyczyć ramy rozwoju OZE w Europie do roku 2030. Po długich negocjacjach udało się wprowadzić postulowane przez organizacje pozarządowe, w tym Greenpeace, przepisy ułatwiające gospodarstwom domowym i lokalnym społecznościom realny udział w transformacji energetycznej. Niestety nie udało się przyjąć bardziej ambitnego celu udziału OZE w miksie energetycznym. Nie powiodły się również wysiłki na rzecz ograniczenia wykorzystania niezrównoważonych biopaliw czy biomasy.

Dyrektywa o OZE jasno i wyraźnie uznaje prawa zwykłych obywateli do udziału w transformacji energetycznej Unii Europejskiej. Udało się wprowadzić przepisy dające obywatelom, społecznościom lokalnym, małym i średnim firmom oraz spółdzielniom energetycznym większą kontrolę nad zużywaną energią. Wszystkie te podmioty będą miały prawo do produkowania, konsumowania, przechowywania oraz oddawania do sieci wyprodukowanej przez siebie energii odnawialnej, bez nadmiernych obciążeń administracyjnych, kar i podatków. Zniesienie barier dla energetyki obywatelskiej i zablokowanie możliwości stosowania dodatkowych obciążeń fiskalnych dla najmniejszych producentów energii było jednym z celów Parlamentu Europejskiego podczas negocjacji z rządami europejskimi. Jest to krok w bardzo dobrym kierunku. Dzięki przyjętym rozwiązaniom nie będzie już możliwości stosowania mechanizmów utrudniających produkcję energii odnawialnej, takich jak choćby hiszpański „podatek słoneczny”.

Po raz pierwszy w prawodawstwie UE uznano też znaczenie i rolę, jaką demokratycznie kontrolowane spółdzielnie energetyczne mogą odgrywać w procesie transformacji energetycznej. Wprowadzone zostały przepisy ułatwiające tworzenie własnych projektów w zakresie energii odnawialnej. Jest to bardzo ważne, ponieważ okazuje się, że projekty realizowane w ramach różnego typu kooperatyw i będące własnością społeczności lokalnych mogą wygenerować nawet osiem razy więcej wartości dodanej, niż instalacje znajdujące się w posiadaniu dużych, międzynarodowych firm. Dzieje się tak, gdyż obiekty zarządzane lokalnie częściej korzystają z usług okolicznych dostawców czy banków, angażując w realizację projektu również mieszkańców.

Oczywiście dużo będzie zależeć od sposobu wdrożenia tych przepisów w państwach członkowskich. Dwa lata temu obserwowaliśmy, jak w ramach prac nad nowelizacją ustawy o OZE wycofano możliwość objęcia najmniejszych producentów energii systemem taryf gwarantowanych i wprowadzono  znacznie mniej korzystny system wsparcia dla prosumentów w Polsce. Doprowadziło to do sytuacji, w której prawdą jest, że mamy coraz więcej paneli słonecznych na naszych “biało-czerwonych dachach”, ale nadal są to ilości znacząco poniżej naszych możliwości, a inwestycje realizowane są głównie dzięki dofinansowaniu ze środków unijnych lub krajowych. Miejmy nadzieję, że te fundusze nie skończą się szybko i że kolejne nowelizacje polskiej ustawy o OZE zmienią system wsparcia w taki sposób, by rozwój energetyki obywatelskiej znacząco przyspieszył.

Zmiany w prawie dotyczące najmniejszych źródeł energii odnawialnej czy spółdzielni energetycznych mogą pozwolić na przyspieszenie transformacji energetycznej w UE oraz na rozwój energetyki obywatelskiej. Niestety, wynegocjowany w trakcie trialogów między Radą, Parlamentem a Komisją Europejską cel udziału energii ze źródeł odnawialnych – 32 proc. – jest dalej zdecydowanie zbyt mało ambitny. Wprawdzie w 2023 roku cel ten ma być zrewidowany, jednak już teraz wiadomo, że jest on zbyt niski, by realnie mógł wspierać działania na rzecz ograniczenia najbardziej katastrofalnych skutków zmiany klimatu, a także uniemożliwić koncernom energetycznym dalszy rozwój energetyki opartej o paliwa kopalne. Nadal nie udało się też realnie wyeliminować możliwości wykorzystania niezrównoważonej ekologicznie biomasy. Negocjatorzy zgodzili się na zamrożenie wykorzystania biopaliw, które w znacznym stopniu szkodzą różnorodności biologicznej (takich jak jak olej palmowy) na obecnym poziomie, stopniowo eliminując je do 2030 roku.