Zamknij okienko

Nie ma bezpiecznej przyszłości Polski i Europy bez ochrony klimatu

Informacja prasowa - 9 maja, 2019
W Sybinie w Rumunii odbywa się dzisiaj nieformalny szczyt Rady Europejskiej dotyczący przyszłości Unii Europejskiej. Szefowie państw i rządów krajów członkowskich będą rozmawiać o wyzwaniach i priorytetach UE na nadchodzące lata. Kwestie ochrony środowiska i klimatu są jednym z tematów dyskusji podczas spotkania. Uczniowie ze strajków klimatycznych z całej Europy i aktywiści Greenpeace rozwinęli przed miejscem obrad transparent “Broken climate, broken future” (“Zniszczony klimat, zniszczona przyszłość”), wzywając europejskie rządy do pilnej reakcji na kryzys klimatyczny.

Marek Józefiak z Greenpeace Polska komentuje:

Jednym z tematów, nad którymi liderzy państw Unii Europejskiej będą debatować w rumuńskim Sybinie jest kryzys klimatyczny. I słusznie: nie będzie bezpiecznej przyszłości Europy bez zatrzymania zbliżającej się wielkimi krokami katastrofy klimatycznej. Nie możemy dłużej zwlekać z działaniem. Zgodnie z najnowszą wiedzą naukową - raportem specjalnym IPCC - redukcja emisji prawie o połowę musi nastąpić w ciągu zaledwie 11 lat, do 2030 roku. Dlatego grupa ośmiu państw - m.in. Szwecja, Belgia, Dania, Hiszpania, Francja i Portugalia - zaproponowała przed szczytem, by ochrona klimatu stała się priorytetem finansowym już w programie strategicznym na lata 2019-2024. Postulują, aby co najmniej ¼ środków budżetowych przeznaczyć na ten cel oraz wyłączyć finansowanie unijne dla projektów, które z nim kolidują.

Niestety, Polski nie tylko brakuje wśród państw-liderów klimatycznych, ale też polski rząd raczej nie poprze tych jakże potrzebnych postulatów. I to pomimo tego, że moglibyśmy zapewne w ten sposób pozyskać środki na transformację naszej energetyki. Aby zatrzymać katastrofę klimatyczną musimy przebudować całą gospodarkę, w tym: przemysł, transport, rolnictwo i domy, w których mieszkamy. Jednak w pierwszej kolejności do zmiany idzie energetyka. Już w 2030 roku nie będzie w Europie miejsca dla węgla. To energetyka jest sektorem, który w Polsce najbardziej szkodzi klimatowi (odpowiada za ok. 40 proc. emisji gazów cieplarnianych w naszym kraju) i to w tym sektorze najłatwiej o zmiany, bo alternatywne wobec węgla technologie są już dostępne i tanie.

Kilka krajów UE, takich jak Belgia, Litwa i Łotwa nie produkuje w ogóle  energii z węgla. Szereg innych krajów ogłosiło swoje mniej lub bardziej ambitne plany odejścia od tego najbrudniejszego z paliw. Zrobiły tak m.in. Wielka Brytania, Niemcy, Włochy, Francja, Austria czy Portugalia. O planie odejścia od węgla debatują na wysokim szczeblu Słowacy i Węgrzy. A w Polsce? Nie ma ani planu odejścia od węgla, ani nawet rozmowy na ten temat.

Polski rząd zachowuje się tak, jakby globalne problemy nas nie dotyczyły. Wbrew oficjalnej narracji o Polsce jako “liderze w ochronie klimatu”, twarde dane są dla rządu PiS bezlitosne. Jak donosi Eurostat, w 2018 roku o 3,5 proc. zwiększyliśmy emisje CO2, przez co “awansowaliśmy” na trzecie miejsce wśród największych trucicieli klimatu w Unii. W tym niechlubnym rankingu przegoniliśmy dużo większe od nas gospodarki - Włochy i Francję. Te najnowsze dane pokazują bankructwo polityki klimatycznej (nie)prowadzonej w ostatnich latach przez nasz rząd. Zatrzymano konieczne zmiany w energetyce, zablokowano inwestycje w odnawialne źródła energii i zaserwowano nam tematy zastępcze, takie jak Leśne Gospodarstwa Węglowe, które nie są odpowiedzią na wyzwanie kryzysu klimatycznego. Niejako w pakiecie z tymi zaniechaniami otrzymaliśmy drożejący prąd i galopujący wzrost importu węgla z Rosji. Utrzymanie takiego kursu jest skrajnie nieodpowiedzialne i nie do pogodzenia z naszą obecnością w Unii Europejskiej. Jeśli jakiś polski polityk mówi dzisiaj, że nie zamierza odchodzić od węgla - to oznacza również, że nie widzi dla nas przyszłości w Unii Europejskiej.