Polski rząd wciąż nie wypowiedział się przeciwko proponowanemu przez Komisję Europejską osłabieniu przepisów dotyczących pestycydów. Propozycja Komisji to element niebezpiecznych zmian w unijnym prawie, które znacznie zmniejszą ochronę naszego zdrowia i przyrody. O tym, że Komisja nie może zagwarantować, że forsowane przez nią zmiany są bezpieczne, mówił niedawno jeden z wysokich urzędników unijnych. Greenpeace wzywa do podpisywania apelu, by zatrzymać tę nierozsądną “reformę”.

Podczas przesłuchania w parlamencie holenderskim pod koniec marca, Klaus Berend z dyrekcji generalnej Komisji Europejskiej ds. zdrowia – nie był w stanie udowodnić, że proponowana reforma przepisów dotyczących bezpieczeństwu żywności nie zaszkodzi zdrowiu obywateli i środowisku. Na kluczowe pytanie o dowody bezpieczeństwa nowych przepisów odpowiedział lekceważącym: „o tym, czy ciasto jest dobre, przekonamy się po jego zjedzeniu”.

– Jeśli zamiast rzetelnej, opartej na naukowych dowodach oceny, dostajemy od poważnych urzędników uniki i retoryczne popisy, czas wszcząć alarm. Proponowane przez Komisję Europejską osłabienie przepisów o pestycydach nie ma oceny oddziaływania i nikt nie jest w stanie z czystym sumieniem zagwarantować, że te zmiany będą bezpieczne dla ludzi i przyrody. Mówimy o szkodliwych pestycydach, które przenikają do naszego jedzenia, do wody, którą pijemy, do ciał naszych dzieci. Polski rząd musi zdecydowanie zaprotestować przeciwko niebezpiecznym i niesprawdzonym pomysłom Komisji Europejskiej! – mówi Krzysztof Cibor z Greenpeace Polska.

Najgroźniejszym elementem propozycji Komisji Europejskiej jest całkowita zmiana logiki dopuszczania pestycydów na rynek. Dotychczas to producent musiał udowodnić, że środek jest bezpieczny i robić to co 10-15 lat. „Reforma” przerzuca ten obowiązek na instytucje publiczne i wprowadza nieograniczone w czasie zezwolenia na stosowanie większości pestycydów. To „uproszczenie” to prezent dla koncernów chemicznych kosztem zdrowia ludzi i przyrody.

Komisja argumentuje swoje propozycje zmian zatorami w rozpatrywaniu wniosków o dopuszczanie pestycydów. Jednak raporty samej KE sprzed kilku lat wskazywały wysoką skuteczność przepisów i inne przyczyny opóźnień: fatalną jakość dokumentacji dostarczanej przez firmy oraz brak kadr w instytucjach UE. Zamiast odrzucać niekompletne wnioski lub dofinansować etaty ekspertów, Komisja woli obniżyć standardy bezpieczeństwa.

Dzieje się tak, mimo że zdecydowana większość społeczeństw państw UE oczekuje lepszej ochrony przed pestycydami. Według badań opinii publicznej, ponad 4/5 Polek i Polaków uważa, że państwo powinno stosować restrykcyjne podejście zapobiegawcze i zawieszać zgodę na stosowanie pestycydów wszędzie tam, gdzie pojawią się wątpliwości dotyczące wpływu danej substancji na zdrowie lub środowisko. Propozycja Komisji to w praktyce pójście w zupełnie odwrotnym kierunku. Do tego – jak się dowiadujemy z ust urzędników unijnych – pójście z zamkniętymi oczami.

– Nie możemy pozwolić, by bezpieczeństwo polskiej żywności, wód gruntowych oraz życie milionów pszczół i innych zapylaczy, bez których nie ma zdrowego i zróżnicowanego rolnictwa testowano metodą „próbowania ciasta”. Już ponad 11 tysięcy osób podpisało się pod apelem do polskiego rządu o sprzeciwienie się osłabieniu ochrony przed szkodliwymi pestycydami. W obliczu nierozsądnej propozycji KE polski rząd ma prosty wybór – stanąć po stronie obywateli lub po stronie międzynarodowych korporacji produkujących pestycydy – mówi Cibor.

Działaj z nami: Podpisz apel o zatrzymanie osłabienia ochrony przed pestycydami i domagaj się zdrowego i bezpiecznego rolnictwa na stronie stoppestycydom.pl!