16 czerwca Parlament Europejski ma zdecydować, czy dać zielone światło dla celnej części umowy handlowej UE–USA, uzgodnionej w 2025 roku przez Donalda Trumpa i Ursulę von der Leyen. Choć formalnie głosowanie dotyczy ceł, w praktyce stawką jest także kierunek europejskiej polityki energetycznej i zależność Europy od importowanych paliw kopalnych.
Umowa przewiduje maksymalny poziom ceł na towary z UE trafiające do USA na poziomie 15%, przy zerowych cłach na towary amerykańskie w Europie. Jednocześnie zawiera polityczne zobowiązanie UE do zakupu amerykańskich paliw — przede wszystkim ropy i gazu — o wartości 750 mld dolarów do końca 2028 roku. Już w 2026 roku UE ma sprowadzać około dwóch trzecich importowanego LNG z USA, a według prognoz zależność ta może wzrosnąć nawet do 80% do 2028 roku.
Greenpeace ostrzega, że porozumienie może zwiększyć podatność Europy na presję polityczną i gospodarczą ze strony administracji Trumpa. W 2024 roku Trump zagroził UE dodatkowymi cłami, jeśli nie będzie kupować więcej amerykańskiej ropy i gazu. W 2025 roku przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zgodziła się na porozumienie handlowe z USA, znane jako porozumienie z Turnberry, z którego wynika zobowiązanie do zakupu amerykańskiego LNG, ropy i produktów dla energetyki jądrowej o wartości 750 mld dolarów do 2028 roku.
— To głosowanie nie dotyczy tylko ceł. Dotyczy tego, czy Europa naprawdę wyciągnęła wnioski z kryzysu energetycznego związanego z wojną w Ukrainie. Zastąpienie zależności od rosyjskich paliw kopalnych zależnością od amerykańskiego LNG nie jest strategią bezpieczeństwa — to kosztowna pułapka importowa. UE miałaby zapłacić Amerykanom 750 mld dolarów do 2028 roku, zamiast inwestować te środki w trwałą niezależność: OZE, magazyny energii, efektywność energetyczną i sieci — mówi Anna Meres, koordynatorka kampanii klimatycznych w Greenpeace Polska.
Dla Polski to głosowanie jest ważne również dlatego, że decyzje podejmowane dziś na poziomie UE będą wpływać na opłacalność i kierunek krajowych inwestycji energetycznych. Im mocniej Europa wiąże się z importowanym LNG, tym większe ryzyko, że środki publiczne i rachunki odbiorców będą wspierać infrastrukturę paliw kopalnych zamiast rozwiązań, które trwale obniżają koszty energii i wzmacniają odporność systemu .
– Polska już dziś rozbudowuje infrastrukturę gazową, w tym FSRU w Gdańsku, i planuje nowe elektrownie gazowe. Tymczasem gaz nie jest gwarancją bezpieczeństwa, ale importowanym paliwem narażonym na wahania cen, kryzysy geopolityczne i presję ze strony eksporterów. No i skoncentrowana energetyka gazowa tak samo jak dotychczasowe molochy węglowe jest łatwa do zniszczenia, co widzimy w Ukrainie. Jeśli naprawdę chcemy wzmacniać bezpieczeństwo energetyczne Polski, powinniśmy inwestować w OZE, magazyny energii, efektywność energetyczną i sieci, a nie w kolejne zależności od importowanego LNG — dodaje Anna Meres.
Porozumienie było krytykowane przez większość grup w Parlamencie Europejskim jako „złe” i „niezrównoważone”, a nawet jako „kapitulacja wobec maksymalizmu Trumpa”. Eksperci oceniali zobowiązanie do zakupu energii jako „fantazję”, która „nie jest zgodna” z długoterminowymi celami UE w zakresie dekarbonizacji oraz bezpieczeństwa energetycznego.
Umowa może także osłabić europejską politykę klimatyczną. Administracja Trumpa wraz z branżą paliwową naciska na UE, by osłabiła przepisy klimatyczne, w szczególności rozporządzenie metanowe. Według dokumentu opisywanego przez Reutersa USA domagały się wyłączenia amerykańskiego gazu spod unijnych przepisów dotyczących emisji metanu.
Greenpeace apeluje do posłów i posłanek do Parlamentu Europejskiego o sprzeciw wobec umowy, która zwiększa zależność UE od importowanego gazu, wzmacnia presję administracji Trumpa na Europę i utrudnia realizację celów klimatycznych.


