Piątek 10 lipca jest historycznym dniem dla polskiej energetyki. W naszych gniazdkach po raz pierwszy popłynął prąd z polskiej farmy wiatrowej na morzu. Każdy wiatrak, panel fotowoltaiczny i magazyn energii nie tylko daje nam tanią i czystą energię, ale też wzmacnia bezpieczeństwo energetyczne Polski – komentuje Marek Józefiak, rzecznik i ekspert ds. polityki ekologicznej Greenpeace Polska.
Na naszych oczach Bałtyk staje się wielką elektrownią. Pierwsza inwestycja Baltic Power będzie produkować 4 terawatogodziny energii elektrycznej rocznie – czyli tyle, ile łącznie zużywają w ciągu roku Łódź i Poznań. To też o jedną trzecią więcej niż wyprodukowała w 2025 roku elektrociepłownia Siekierki w Warszawie. A to dopiero początek. Takich inwestycji będzie na Bałtyku więcej i to już niebawem.
To ważny moment z trzech głównych względów: wiatraki wzmacniają nasze bezpieczeństwo energetyczne, wzmacniają naszą niezależność i dają czystą energię.
Po pierwsze, rozproszony system energetyczny jest bardziej odporny na ataki – co pokazała choćby wojna w Ukrainie. 90% elektrowni na węgiel i gaz została tam zniszczona. Każdy wiatrak, panel fotowoltaiczny i magazyn energii wzmacniają odporność naszego kraju.
Po drugie, musimy budować naszą niezależność energetyczną, bo elektrownie na węgiel zostaną zamknięte w ciągu najbliższych 10 lat. Jeśli nie zbudujemy w tym czasie OZE, lukę po węglu wypełni gaz – droga energia z importu. Już dziś na import ropy i gazu wydajemy ok. 100 miliardów złotych rocznie. Nie chcemy tej zależności pogłębiać.
Po trzecie wreszcie, morskie elektrownie wiatrowe produkują po prostu czystą energię. A tej potrzebujemy, żeby zachować konkurencyjność w nowoczesnej gospodarce i żeby przetrwać. Bo przecież nie jesteśmy zieloną wyspą, nas też dotykają globalne problemy takie jak susze, powodzie i huraganowe wiatry spowodowane zmianą klimatu.


