W niedzielę 24 maja świętujemy Europejski Dzień Parków Narodowych. Polskie parki narodowe są odwiedzane co roku przez kilkanaście milionów osób. Mimo olbrzymiej popularności parki wciąż borykają się z niedofinansowaniem, a ich powiększanie i tworzenie jest praktycznie niemożliwe za sprawą drakońskiego prawa – tzw. samorządowego liberum veto.

Finansowanie parków narodowych opiera się w dużej mierze na pozyskiwaniu przez parki grantów krajowych i międzynarodowych. Dotacja celowa z budżetu państwa pokrywa tylko ok. 30% kosztów ich funkcjonowania. Ministerstwo Klimatu i Środowiska pracowało nad ustawą, która miała przekierować część zysków – około 250 milionów złotych – wypracowanych przez Lasy Państwowe do parków narodowych i innych instytucji ochrony środowiska, ale prace nad ustawą stanęły w miejscu.
– Zamiłowanie do polskiej przyrody to jest coś, co łączy nas ponad podziałami. Widać to nie tylko w badaniach opinii publicznej, ale też w popularności polskich parków narodowych, które są tłumnie odwiedzane przez turystów. Najwyższy czas, aby politycy też zaczęli je doceniać i traktować jak prawdziwe perły w koronie polskiej przyrody, bo tym właśnie są. Czas na ich dofinansowanie, tak by parki nie musiały ciągle walczyć o przetrwanie i pozyskiwać granty jakby były prywatnymi startupami. Nie wiedzieć czemu pracownicy parków narodowych nadal zarabiają dużo gorzej od pracowników Lasów Państwowych. To też powinno się zmienić – mówi Marek Józefiak, rzecznik prasowy i ekspert ds. polityki ekologicznej w Greenpeace Polska.
Łącznie parki narodowe chronią zaledwie 1,1% naszego kraju, podczas gdy średnio w Europie to trzy razy więcej. Ostatni park narodowy w Polsce powstał w 2001 roku. Ich tworzenie i powiększanie w praktyce uniemożliwia samorządowe liberum veto, czyli wymóg zgody każdego szczebla samorządu terytorialnego – rady gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich.

Mapa historycznych postulatów dot. uzupełnienia sieci polskich parków narodowych autorstwa Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze
– Do większości naszych parków narodowych bardziej pasowałaby nazwa skwery narodowe, bo obejmują niewielkie skrawki dzikiej przyrody. A przecież Polska jest piękna i w naszym kraju jest wiele miejsc, które zasługuje na objęcie tą najwyższą formą ochrony. Przy obecnym prawie łatwiej byłoby zorganizować polską wyprawę na Marsa, niż stworzyć u nas park narodowy. Niestety politycy próbują nas podzielić i budują wokół tego tematu atmosferę konfliktu i skandalu. Na tych partyjnych wojenkach tracimy wszyscy, bo tracimy nasze dziedzictwo przyrodnicze, pozwalając na wycinkę starych lasów. Parafrazując Czesława Miłosza, nasi politycy pozwalają rozbierać Wawel na cegły. Tak się dzieje choćby w Bieszczadach. Nasze śledztwo wykazało, że wycięte bieszczadzkie buki są wywożone na Słowację i trafiają do fabryki międzynarodowego koncernu, który przerabia je na tekturę. Trudno o większy absurd – dodaje Marek Józefiak z Greenpeace Polska.
Ciekawe informacje na temat polskich parków narodowych:
- Polskie parki narodowe odwiedza co roku kilkanaście milionów turystów. Zdecydowanym numerem jeden jest Tatrzański PN, który w 2025 roku odwiedziło rekordowe 5,2 miliona osób. W czołówce najchętniej odwiedzanych parków są też Karkonoski, Pieniński oraz Bieszczadzki PN.
- Park narodowy tworzy się nie tylko celem ochrony, ale też odtworzenia wartości przyrodniczych. Zaledwie dwa polskie parki narodowe są większe od areału zajmowanego przez samca rysia. Najmniejszy polski park narodowy – Pieniński – liczy zaledwie 21 km2 i jest mniejszy od kopalni węgla w Turowie. Największym polskim parkiem narodowym jest Biebrzański PN, który chroni cenne rozlewiska Biebrzy w woj. podlaskim. Ten ptasi raj liczy 592 km2 – to więcej niż powierzchnia Warszawy.
- Ostatni park narodowy – PN Ujście Warty – powstał w 2001 roku. Istnieje ponad 20 niezrealizowanych projektów parków narodowych na czele z Turnickim PN, który miał chronić tzw. państwo arłamowskie – fragment Puszczy Karpackiej na Pogórzu Przemyskim i dawną oazę myśliwską komunistycznych elit. Niemal wszystkie istniejące parki narodowe posiadają też plany powiększenia – na czele z Bieszczadzkim, Białowieskim i Babiogórskim Parkiem Narodowym. Gdyby zrealizować historyczne projekty powiększenia i stworzenia nowych parków, ich udział w powierzchni kraju osiągnąłby ok. 3 procent.
- Od lat wśród największych przeciwników tworzenia parków narodowych wymienia się Lasy Państwowe i powiązane z nimi środowiska myśliwych i samorządowców. Dzięki stworzeniu przez rząd Donalda Tuska subwencji ekologicznej ochrona przyrody zaczęła się samorządom opłacać. W 2025 roku do samorządów, które chronią przyrodę popłynęło dodatkowe 1,5 miliarda złotych. Przykładowo, gminy w Beskidzie Niskim, na terenie których istnieje Magurski Park Narodowy, otrzymały ponad 31 milionów złotych.
- Ostatnia próba stworzenia parku narodowego w Dolinie Dolnej Odry w 2025 roku została częściowo sparaliżowana przez weto jednej z gmin, a ostatecznie upadła po wecie Prezydenta RP Karola Nawrockiego. Stało się tak pomimo wysokiego poparcia społecznego dla powstania parku. W gminach, gdzie park miał powstać cieszył się on aprobatą 84-94% mieszkańców (badania IOŚ-PIB). Obecnie rząd planuje przyłączyć obszar niedoszłego Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry do Drawieńskiego Parku Narodowego. Rozporządzenie w tej sprawie ma wejść w życie w II lub III kwartale 2026 roku.


